Czarodziej antygrawitacji

W historii ludzkości pojawiło się wielu obdarzonych wysoce twórczym umysłem naukowców, których niedoceniany wkład w całokształt badań dotyczących antygrawitacji mógł okazać się rewolucyjny, rzucając tym samym złowrogi cień na współczesne aksjomaty fizyki. Do takich osób niewątpliwie należy zaliczyć słynnego amerykańskiego naukowca i wynalazcę – Townsend Browna.

Mając już siedemnaście lat, Townsend Brown żywo interesował się tematyką podróży kosmicznych, która w dobie dopiero co raczkującego wówczas lotnictwa wydawała się zgoła fantastyczna. Jednak ten wybitnie uzdolniony chłopiec był głęboko przekonany, że międzygwiezdne podróże są w zasięgu możliwości człowieka i jakieś cudowne odkrycia z dziedziny fizyki z całą pewnością dopomogą w realizacji jego marzeń. Toteż właśnie ta gałąź nauki tak bardzo fascynowała i pobudzała do myślenia Browna.

W 1922 r. Thomas odkrywa fascynujące zjawisko, jakie przez następne lata jego życia spędza mu sen z oczu, rokując nadzieje na wprowadzenie w życie nowego, rewolucyjnego źródła energii, które dzisiaj możemy uznać w całym tego słowa znaczeniu za antygrawitacyjne. Podczas jednych ze swoich amatorskich eksperymentów z wykorzystaniem tzw. lampy rentgenowskiej Coolidge’a, będącej swoistym kondensatorem elektrycznym, Brown zaobserwował osobliwą rzecz. Okazało się, że po podłączeniu do prądu, można było zaobserwować jej poruszanie się, tak jakby coś ją popychało. Z całą pewnością tego efektu nie można było łączyć z promieniowaniem X. To niezwykłe odkrycie legło u podstaw do skonstruowania przez niego urządzenia, które nazwał ,,grawitonem”. Było to bakelitowe pudełko, które po podłączeniu do prądu o napięciu 100 kilowoltów, ewidentnie traciło na swojej wadze i przejawiało cechy przyciągania w kierunku swojego bieguna dodatniego. Dziś w podręcznikach fizyki zjawisko to figuruje pod pojęciem tzw. Efektu Bielfelda – Browna (ten pierwszy w późniejszym czasie dopomógł Brown w usystematyzowaniu wyników jego badań).